wtorek, 28 maja 2013

Arthur Whittemore

Co jest w stanie zrobić człowiek by móc w końcu osiągnąć swój cel? Naprawdę bardzo wiele. Niektórzy wierzą, że potrafi się pohamować przed najgorszymi czynami. Niektórzy twierdzą, że nie. Powiedzieć ci coś w tajemnicy? Ci drudzy mają rację...
  "Dom był pusty, opustoszały. Ze wszystkich kątów wiało chłodem. W wannie utworzyła się cienka warstewka lodu. Ciało nabierało sinawej barwy.
  Przywodziła mu na myśl księżniczkę. Księżniczkę z lodu.
  Właściwie nie czuł zimna, choć siedział na podłodze. Wyciągnął rękę i lekko jej dotknął. 
  Krew na przegubach dawno zastygła.
  Przepełniła go miłość do niej, silniejsza niż kiedykolwiek. Pogłaskał ją po ramieniu, jakby chciał dotknąć duszy, która opuściła już ciało.
  Odchodząc, nie obejrzał się za siebie. Nie było to "żegnaj", lecz "do zobaczenia".
Camilla Lackberg: "Księżniczka z lodu"
Arthur Whittemore 
28 lat
Znany reżyser filmowy i teatralny, zamieszkujący apartament w Hotelu Plaza. Potrafi dogadać się w trzech językach: angielskim, francuskim i łacińskim. Urodził się w Barcelonie podczas wakacji swoich rodziców. Przez pierwsze dwa lata mieszkał właśnie tam. Potem przez czternaście w Londynie. Kolejne pięć we Florencji, a od pięciu lat przebywa w Nowym Jorku. Chce stąd wyjechać lecz póki ma zdjęcia do filmu, to nie może tego rzucić. Mając dość marudzeń matki, w końcu, postanowił wziąć się za poszukiwanie swojej drugiej połówki.
***
-Witam. Nazywam się Amanda Hastings i chciałabym zadać panu kilka pytań - powiedziała młoda dziennikarka, a mężczyzna spojrzał na nią uważnie. Kąciki jego ust uniosły się delikatnie w górę.
- Proszę pytać - odpowiedział i stanął przodem do dziewczyny, gdyż do tej pory stał do niej bokiem, a tylko spojrzenie miał skierowane na nią. 
- Co pan czuje występując na scenie? - zapytała na co Arthur roześmiał się cicho. 
- Ja nie występuję. Ja przygotowuję ludzi do występowania - powiedział, a Amanda zarumieniła się. Arthur nie mógł powstrzymać krzywego uśmiechu. Nie lubił kiedy ktoś mylił jego pracę z pracą kogoś innego. Ale Amanda zrobiła to w taki sposób, że nie mógł być na nią zły. Po prostu nie i już. 
- Jak się Pan czuje z faktem, że lada chwila będzie oglądał przedstawienie, którego jest Pan autorem? - zapytała, a jej głos nieznacznie zaczął drżeć. To jego spojrzenie powodowało, że dziewczyna nie mogła myśleć racjonalnie. Nie mogła się na niczym skupić, a literki zaczęły jej skakać przed oczami.
- Ja nie jestem autorem tego przedstawienia. Powtórzę się: Ja przygotowuję ludzi do występowania - powtórzył. Ton jego głosu wskazywał na to, że nie jest za bardzo zadowolony z faktu, że po raz kolejny pomyliła jego pracę z zupełnie inną. Tym bardziej, że minutę temu powiedział jej kim jest! 
***
Do białego pomieszczenia wszedł nastolatek, który wygodnie rozsiadł się na kanapie i zaczął uważnie rozglądać się po pomieszczeniu. Nie było tutaj dużo do oglądania, gdyż lekarz dopiero co się wprowadził na nowe śmieci lecz chłopak należał do osób, które muszą wiedzieć wszystko o wszystkich. 
- Witaj - przywitał się starszy mężczyzna, a chłopak skinął delikatnie głową. - Co cię do mnie sprowadza? - zapytał i rozsiadł się na czarnej, skórzanej sofie.
- Mam bardzo poważny problem - powiedział nastolatek i biorąc przykład z lekarza, także usiadł na skórzanej kanapie. Tuż obok niego.
- O co chodzi chłopcze?
- Ja... ja... ja znów to zrobiłem doktorze - wymamrotał pod nosem i wbił wzrok w czubki swoich zniszczonych butów. - Ja naprawdę nie chciałem. Nie mogłem się powstrzymać. To po protu się stało. Próbowałem to wszystko powstrzymać ale... Nie wyszło - powiedział, a po jego policzku spłynęła jedna, samotna łezka, którą bardzo szybko otarł wierzchem dłoni. Miał być silny i nie pokazywać swoich słabości. A na razie mazał się jak jakiś mały bachor, któremu ktoś zabrał ulubioną zabawkę.
***
- Ogłaszam was mężem i żoną! Możesz pocałować pannę młodą - młody mężczyzna nie czekał na to pozwolenie. Wziął swoją ukochaną w ramiona i złożył na jej ustach słodki pocałunek, który miał połączyć ich dusze na zawsze. Gdyby powiedział, że jej nie kocha to z całą pewnością by skłamał. Cecile była całym jego światem, całym jego życiem. Bez niej wydawał się taki pusty. Bez niej nie miał powodów by dalej żyć.
- Kocham cię - szepnął jej prosto w usta i oboje wyszli z kościoła. Dopiero za nimi wyszli inni ludzie z budynku.
***
Ich spokój nie trwał długo. Małżeństwem byli przez zaledwie kilka miesięcy. Cecile została zamordowana. Pewnego dnia Arthur wrócił do domu i zastał ją martwą w wannie. Śledztwo wykazało, że popełniła samobójstwo. Cóż... tylko jedna osoba wiedziała, że prawda była zupełnie inna.
Arthur poszedł na grób swojej zmarłej żony. Nie mógł oswoić się z myślą, że to już koniec. Że jej już nie ma.
Wolnym krokiem przekroczył bramkę cmentarza. Większych problemów ze znalezieniem grobu nie miał. Bywał tutaj bardzo często. Lecz teraz był tutaj po raz ostatni.  Położył czerwoną różę na nagrobku i spojrzał na zdjęcie, które przedstawiało uśmiechniętą blondynkę. Brakowało mu jej dotyku, jej głosu, jej słów, jej gestów i czynów. Brakowało mu jej całej. Tęsknił za nią i... żałował. Żałował, że wszystko tak się właśnie potoczyło.
- Przepraszam Cecile... - szepnął, a wierzchem dłoni otarł pojedynczą łzę z policzka. Po raz pierwszy od kilkunastu lat uronił łzę. Po raz pierwszy żałował, że zrobił coś, dzięki czemu mógł oddychać. - Zrobiłaś swoje. Teraz możesz spoczywać w pokoju - powiedział na sam koniec i odwróciwszy się na pięcie szybko oddalił się w tylko sobie znanym kierunku.
***
Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że po miesiącu od śmierci Cecile było już z nim wszystko w porządku. Zapomniał o swojej zmarłej ukochanej i skupił się na tym co naprawdę było dla niego ważne. Odkąd tylko sięgał pamięcią chciał być reżyserem. Potrzebował wizy (bądź obywatelstwa) by móc spokojnie wykonywać swój zawód. Ślub z Cecile dał mu amerykańskie obywatelstwo. Teraz miał jednak nie to w głowie. Teraz rozmyślał nad brunetką, która stała przed nim w samej koronkowej bieliźnie. Jej ręce były związane jego krawatem, a on uśmiechał się do niej szeroko.
- Jesteś gotowa? - mruknął na co Amanda twierdząco pokiwała głową.
[I jest druga karta. Jak się podoba? :) ]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz